Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 243 541 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Pan Kot i śnieg

środa, 30 grudnia 2009 15:52

Co to jest? W co Ty mnie wstawiłaś?



A może jest jakaś wiosna na horyzoncie?



Jestem kotem na krawędzi...



Mokra ta podłoga jest...



Kieszonkowy tygrys w imitacji tajgi.



Jeszcze nie wiem, czy jestem obrażony, czy zaintrygowany...



A co tutaj tak pachnie?















Podobno koty jedzą trawę? No to spróbujmy...



Może ta będzie smaczniejsza?



Nie, szukamy dalej.



Znajdę tą trawę... I tak jej tyłek skopię...



Stanowczo skopię!



Gdzie jest kot na tym obrazku?



A może dodamy do menu gałązki?



Obgryzam z rozkoszą.



Czy to idzie Pani Sąsiadka?



Tak, to ona, ratunku!



Goni nas?



A może goni nas z drugiej strony?



Czujnym trza być. Coś futrzastego tam jest.



Pies? Dajcie mi tu tego psa, będą kabanosy!



Dobra, zimno mi już, możemy wracać.



Za zdjęcia bardzo dziękujemy Kurczakowi, a za smyczkę Siostrze, Ł. i fundatorowi prezentu, Byjkowi ;)
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Kot i śnieg

środa, 30 grudnia 2009 0:06

Kot został dziś na nowej smyczy wyprowadzony i wypuszczony na śnieżek. Pogoda była całkiem, całkiem, wiało średnio, temperatura około zera lub ciut więcej, a koleżanka Kurczak przyniosła aparat. Warunki idealne - robimy kotu sesję.

Niestety aktualnie Kurczak nie dopisuje, bo gra z bratem, zamiast obrabiać zdjęcia - zatem fotostory, jak kluskowaty, kieszonkowy tygrys wędruje po tajdze składającej się z lichej trawy i jednego łysego krzaka pojawi się niedługo.

Ildefonsowi się spodobało - aż tak, że nie chciał wracać i z nastroszonym ogonem ciągnął z powrotem w stronę drzwi od klatki. W domu zostały mu umyte łapy, bo się rozsiadł w błocku. Teraz mamy spokój, nadeszła pora miziania, więc już cztery kilogramy futra leżą mi na ręku i mruczą. I liżą po brodzie. I pacają łapką.

Dodajemy nowe linki, bo się znów nazbierało.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (21) | dodaj komentarz

wyróżnienie

poniedziałek, 28 grudnia 2009 15:43


Takie "cuś" dostaliśmy z Ildefonsem już dawno, dawno temu, ale najpierw nie wiedzieliśmy, co z tym zrobić, a potem nie mieliśmy za bardzo czasu - takie życie.

Puszczamy jednak wyróżnienie w świat, jak trzeba.

A więc:

Edward 
Wilbar & Wikko
oraz
Scardinius
a także, z kategorii "nie-kocich", nagrodę dostaje Kocia Ciocia, czyli Kurczak


Co do siedmiu tajemnic kocich, będzie ciężko...

1. Ildefons ciągle dalej spada z taboretu, kiedy zapomni się przy przeciąganiu, albo śpi niespokojnie...
2. Ildefons jest leniwy okropnie - daje radę wskoczyć na parapet, ale zawsze szuka drogi okrężnej (jedno krzesło, drugie krzesło, biurko, parapet albo fotel, telewizor, parapet) z niższymi podskokami.W dodatku jest kotem wyjątkowo niskopiennym. Nie interesuje go stół w kuchni, ani lodówka, na wysokiej półce w meblościance był raz, na regał nie wchodzi, no chyba że na niskie półki.
3. Bezczelnie ładuje się na kolana człowiekowi, który kotów nie znosi - za to atakuje ludzi, którzy koty lubią.
4. Da się pokroić na małe kawałeczki za produkty mleczne - śmietanę, ser, kocie mleko. Tym najłatwiej go zjednać.
5. Nikt nie wie dlaczego, ale uwielbia karton, w którym trzymam butelki z sokami i winem - włazi do niego przednią połową ciała i grucha jak zakochany.
6. Nigdy, ale to przenigdy, nie pogryzł żadnych butów i nie podrapał żadnego mebla (!)
7. Misia Edwarda olewa całkowicie, woli misia Bartka (zabytek skali zerowej, 25-letni) - zwłaszcza woli go bezlitośnie mordować ;)
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (24) | dodaj komentarz

Po-świątecznie

poniedziałek, 28 grudnia 2009 12:21
Dziękujemy wszystkim naszym krewnym i znajomym królika za życzenia - blogowe, smsowe, gadu-gadowe i osobiste :)

Święta spędziłam w Gdańsku, a futrzak został pod opieką Kociej Cioci, czyli Kurczaka. Gdy wróciłam, najpierw się przestraszyłam - co to za ogromne bydlę jest? Cóż, w ciągu czterech dni nie mógł aż tak urosnąć, w związku z czym stwierdziłam, że cały czas miałam go zakodowanego jako "małego kotecka" - a tu się okazuje, że to jednak już duży kocur jest.

Obmiauczał, oprychał, opieprzył, jak mogłam, jak śmiałam i co sobie w ogóle wyobrażam, po czym nie mogłam się nawet wykąpać i od kota opędzić ;) Całą noc spał wczepiony w moje włosy wszystkimi czterema łapami. Teraz już trochę odpuścił, ale nadal waruje pod drzwiami i jest bardzo niezadowolony, nawet kiedy wychodzę tylko na chwilę do sąsiadów.

Pod choinkę dostałam (a raczej ja dostałam dla kota) nową smyczkę (w starą już się nie mieścił) - gustowną, czarną, zamszową. Ma lekki luz, ale, patrząc na Kluska, szybko ten luz zniknie ;) Smyczkę miał kupić Ł., który na kotach nie bardzo się zna. Nie kupił, bo "wszystkie to były szelki" ;) Zostało mu wytłumaczone, że na tym właśnie to polega i pojechaliśmy kupić te szelki we trójkę, Siostra, Ł. i ja :)

Narobiło się znów sporo ildefonsowych zdjęć, łącznie z kocim terrorystą (kot w mojej arafatce i z wściekłą miną - cóż, kazałyśmy mu w tej arafatce wytrzymać dobre 5 minut), a także pierwszym spotkaniem ze śniegiem. Opublikuję wkrótce.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (30) | dodaj komentarz

Miaukun

czwartek, 17 grudnia 2009 17:07
Miaukun i maruda. Gadacz, pyszczarz, dziamgacz, wyjec i kłapacz dziobowy.

Człowiek idzie sobie na paluszkach do łazienki, bo kotek śpi. Człowiek zasiada na tronie królewskim i słyszy pytające "miauuu?" (w wolnym tłumaczeniu: "gdzie jesteś?"), po czym dobiega człowieka "łup" - zaspany kocur zeskakuje (lub spada) ze swojego taboretu. Potem następuję "mr mr mr mr" - rytmiczne, tak jak kocie kroki. "Mrrriiiik?" - to kot wygląda zza węgła. "Mr mr mr mr" - przechodzi przez kuchnię. "Miau!" - wkroczył do łazienki. Wskakuje na taboret i głośno domaga się pogłaskania. Niemal śpi na siedząco, czasem leząc po krawędzi wanny do niej wpada, bo mu się łapy plączą. Włazi do umywalki i życzy sobie drapania po kropce.

Gdy wracam do domu, kocur musi mi nawtykać, jak w ogóle śmiałam wychodzić. Wyrodna pańcia jestem i tyle.
W kuchni - dziamga okropnie.

Któregoś dnia okropnie domagał się wyjścia na parapet. Otworzyłam - okazało się, że nasza cieciowa zamiata pod oknem. Kot zaczął miauczeć, głośno, natarczywie. W końcu cieciowa podniosła głowę - uśmiechnęła się, zagadała do kota. Kot zrobił jedno krótkie "miau", odwrócił się ogonem do niej i wrócił do domu. Bezczel.

Mruczy jak najęty, przy ledwie dotknięciu. Kiedy udeptuje moje włosy, nawet tego nie trzeba. Kiedy śpi, wystarczy lekkie głaśnięcie, żeby wydał z siebie słodkie "mriiik". W kocim repertuarze mieści się cała gama miauków i jęków, pochrząkiwań, pomrukiwań. Teraz też, kiedy pisałam te słowa, podszedł, szturchnął łapką moją stopę, miauknął, po czym usiadł na krześle obok. Wyciągnęłam rękę, żeby pogłaskać go po łebku. "Mrrrri?". Po drugim głaśnięciu - samo "mmmrrr", po czym przeniósł się na taboret i poszedł spać. Aż się boję iść do łazienki ;)
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (23) | dodaj komentarz

nowy image Pańci ;)

wtorek, 15 grudnia 2009 23:38
Pańcia ma nowy fryz.

Kot wlazł na ramię i oblukał...




Zrobił "mistrza Yodę"...




A potem kazał się utulić :)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (26) | dodaj komentarz

ON NIE JEST NORMALNY!!!

niedziela, 13 grudnia 2009 23:25



To jakiś ufoludek, nie kot... RATUNKU!!!


Nieważne, że rozumie, co do niego mówię i zachowuje się jak pies... To jeszcze byłam w stanie przyjąć...
Oglądam na komputerze film - w bocznym oknie, reszta ekranu zajęta grą, która się błyska i rusza.
Kot ogólnie ma zakaz dotykania monitora - do którego, o dziwo, się stosuje bez większych kłopotów.
Przylazł, jak film się zaczynał. Położył się na moim ręku, patrzył raz na grę, raz na to, co się działo z bohaterką.
Dziewczyna, pobita przez ojca, uciekła z domu i została prostytutką. Końcowa scena - matka odnajduje córkę, tulą się do siebie i płaczą, Hollywood na 100%. W momencie, gdy matka weszła do pokoju, w którym była dziewczyna, kot usiadł i z natężeniem zaczął się wpatrywać w film - a gdy się przytuliły i rozpłakały, sięgną łapą i pogłaskał plecy tej dziewczyny - wiem, co piszę. Pogłaskał bez wyciągania pazurów, bardzo lekko.

Kosmita, czy co?
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (21) | dodaj komentarz

Konkurs

sobota, 12 grudnia 2009 2:19
Nad wpisami znajduje się link do konkursu na blog roku 2009. Nasz numer to H00103 - będzie potrzebny przy głosowaniu, a podobno (tak coś internetowe wróbelki ćwierkają) dla głosujących nagrody też są przewidziane! Ambicji na pierwsze miejsce nie mamy, ale może powiększy nam się grono czytelników? ;)

Czy nikt nie popiera wróbelka? Wszak wróbelek jest druh nasz szczery - popierajcie Ildefonsa, dziewczęta, popierajcie, do jasnej cholery!
-że tak pozwolę sobie bezczelnie sparafrazować Mistrza Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego ;)




"Kocia ciocia" Ola i jej Luby, którzy byli z wizytą, żywo komentowali ildefonsowe sztuczki - przychodzenie na gwizdanie, wykonywanie komendy "na okno" i "do łóżka", a nawet "daj głos", które znowu nam się udało. I nie, nie będę go wysyłać do żadnego programu TV, jeszcze się Klusek rozbisurmani i nabierze manier celebryta?
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

wypraszamy sobie, ot co!

piątek, 11 grudnia 2009 1:00
Wypraszamy sobie z Ildefonsem komentarze o treści "klucha"!!! Prychamy urażeni, a kot wręcz obraca się tyłem do monitora. To, że ja go nazywam Kluskiem to jedno, mi wolno, Klusek wie, że jest wspaniały i mówię do niego z czułością.
Waży 3,7 kg, ale ciągle mam wrażenie, że jest za chudy, jakoś mu te łopatki wystają, a jak się go zamoczy i futro oklapnie, wygląda jak połowa szczura, a nie cały kot (nie obrażaj się, Paskudku, Pańcia tak w żartach...).

Natomiast dziś kot zrobił tak zwane "rotfl sezonu". Jadłam sobie szyneczkę, kot żebrał po cichu. Na komendę "daj głos" zaczął miauczeć. Szyneczki oczywiście dostał. Może niedługo i aportować się nauczy na komendę? Teraz, jak ma chęć, przynosi mi zabawki. Z resztą i tak niezwykle rozumny jest - w niektórych kwestiach.
Siedziała kiedyś sierotka na środku pokoju i labiedziła, że się nie bawimy, a ja pracowałam pilnie nad jakimś tekstem.
Ja: Nie wyj, gdzie żeś zadział piłeczki? Pewnie pod komodą albo pod fotelem...
Na co kot wstał, wlazł pod komodę, wyciągnął piłkę. Na tym nie poprzestał. Piłkę zostawił na środku, poszedł pod fotel i przyturlał drugą. Oniemiałam.

Dziś w nocy zostały zaatakowane moje plecy, z partyzanta, pod kołdrą. Kota zepchnęłam z łóżka łokciem, bo to nie była moja pora na pobudkę. Po trzecim takim desancie i zrzuceniu kota sięgnęłam po omacku pod kołdrę - oczywiście, znalazłam piłkę. Ciepnęłam ją za siebie, na dywan. Łomot kota lecącego za nią utwierdził mnie w przekonaniu, że to nie moja delikatna skóra była obiektem kociego macania.

Mniej rozumny jest w kwestii zrzucania różnych rzeczy do wanny, żarcia gąbek (już teraz chowam obie, jak pokazał, że jednak potrafi wskoczyć na szafkę w kuchni), a także spadania z krzesła. Ciągle mu się to zdarza, gdy się wierci przy spaniu.


Kiedyś mieścił się bez problemów... Teraz kot pod komodą wygląda tak:



Rozrabia w dalszym ciągu:



Ale ma nową zabawkę - karton po wadze:

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (21) | dodaj komentarz

Co z tym kotem zrobić?

środa, 09 grudnia 2009 15:03
Kot po raz kolejny nasikał na kołdrę, ledwo rozpakowaną z pralni... Zdążyłam jeszcze na "świeżo" wytarzać kota w rzeczonej mokrej plamie, wsadzając mu mordę w sam środek i owijając resztą. Trzymając do tego tak, jak zawsze, kiedy jest karcony. Został także strasznie opieprzony i oberwał po ryjku. Potem spędził cały dzień w łazience, bo byłam na uczelni i wolałam, żeby kołdra wyschła, a nie zwilgotniała jeszcze bardziej. O co mu chodzi? Co on z tą kołdrą ma?

Wypadły mu ostatnie mleczaki - jak to jest, kota codziennie miziam, karmię, miętoszę, tulę, a nie zauważyłam u niego szczerb żadnych (czy te nowe kły rosną z prędkością światła?). Plus jest taki, że zamiast paskudnych, cienkich i ostrych igiełek ma teraz grube kły, którymi ciężej mu idzie przecinanie skóry.

Pazury ma przycinane od razu, jak stwierdzę, że są za długie. Leży wtedy jak książę udzielny na biurku, a ja go głaszczę, uspokajam, usypiam, a potem ciach-chach, jeden po drugim pozbywam się narzędzi kocich tortur.

Masochista to jest porworny. W wannie jest kąpany (musiałam go wymyć z tych sików, bo śmierdział), w umywalce płukany - nie, nie jest wyżymany! Suszę go suszarką. Przy każdej kąpieli kot podejmuje jedną próbę opuszczenia pomieszczenia pracowniczego, zatrzymany w połowie drogi sztywnieje od wąsów po koniuszek ogona i staje się uosobieniem biernego oporu. Nie, nie zegnie łap, nie przesunie się, w ogóle nie drgnie. Jest tylko ciężko obrażony. Po kąpieli i suszeniu, na które reaguje już żywiej, ale też jakoś niespecjalnie się stara uciec, przychodzi pora czesania - w suchej umywalce kot jest tarmoszony szczotką w te i wewte. Pełen bardzo puchatej, obrażonej godności idzie się myć w kuchni, bo jak to tak można pachnieć szamponem dla kotów i mieć futerko przyczesane szczotką. Po czym, idiota jeden, ładuje się do umywalki lub wanny z powrotem.

Gryzie M.U.K. albo K., dostaje w łeb, uczy się latać albo zostaje uziemiony silną męską ręką, zwiewa, po czym atakuje ponownie. Jak usłyszy odkurzacz, spieprza za wersalkę albo na okno, po czym, jak tylko odkurzacz przestanie wyć, kot podchodzi na sztywnych łapach i próbuje go pacnąć. A kiedy odkurzacz włączy się przy kociej nieobecności, przylatuje do pokoju, wygina grzbiet i ogon "na wielbłąda" i parska na niego. Wyrzucany z kuchni robi wszystko, żeby wleźć mi pod nogi raz jeszcze, wypraszany z umywalki wraca do niej natychmiast.

Jedyne, od czego ucieka i czego bardzo nie lubi, to zapach mięty - ja też za nim nie przepadam, ale zęby myć trzeba. I jedyną możliwość splunięcia pianą do umywalki daje podsunięcie kotu pod nos szczoteczki - tylko trzeba uważać, bo ją też czasem próbuje pacnąć. Kiedy już zapach do niego dotrze, poparty nieco niewyraźnym (z powodu pełnej piany jamy gębowej) "spieprzaj, dziadu", kot niechętnie opuszcza umywalkę.

Z resztą taka umywalka to fajna rzecz - można z niej pilnować pańci, która się kąpie, najlepiej się w niej poluje na ogon, bo umożliwia kotu stabilne podparcie pod kręgosłup w dziwnych ewolucjach, a jak pańcia wraca do domu, to można się z niej domagać buzi na dzień dobry, kiedy myje ręce.

Po naszej ostatniej kłótni z powodu zasikanej kołdry, kot przez dwa dni chodził jak w zegarku, a jak chciał, żebym na niego zwróciła uwagę, to nie ładował się na mnie po chamsku, tylko szturchał łapką i cichym "miau?" pytał, czy można... Już mu ten savoir vivre przechodzi.

Ostatnio zastanawiam się nad drugim kotem, ale na razie boję się, że mam za małe mieszkanie na taki eksperyment... Finansowo dźwignę, o ile nie będę musiała częściej prać kołder, ale czy te koty się nie pozabijają na 22,5 metra kwadratowego? No i tak naprawdę nie wiem, jak Ildefons by zareagował na towarzystwo... Poza tym to nie może być "jakikolwiek" kot, muszę się w nim zakochać tak samo, jak w Klusku Paskudnym Taboretowym, który teraz śpi obok, tuląc do siebie swoją tylną łapę i czasem oblizując ją przez sen.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Dusława [*]

wtorek, 08 grudnia 2009 23:56
Pierwszy koci blog, na który trafiłam, jeszcze zanim przygarnęłam swojego Kluska.
Pierwszy rudy sierściuch, na którego zwróciłam uwagę - i wracałam często, bardzo często. Nawet na swoim "prywatnym" blogu miałam odnośnik do Dusławy i Mufławy.
Dusława, proszę państwa, już nie szuka domu. Dusławie już nie jest zimno i głodno.
Szkoda, żal, smutno. Very bardzo smutno.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Uwaga, uwaga!!!

poniedziałek, 07 grudnia 2009 23:41


Dusława to jest. Znana z bloga. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie!!!
Widziałeś Dusławę?
Napisz: siwa@gazeta.pl, GG:997355

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Bardzo zajęci

wtorek, 01 grudnia 2009 19:50
Po kastracji kot nie znikł na szczęście, ograniczył tylko występy publiczne, albowiem w dniach, kiedy pańcia była zajęta między innymi zdobywaniem prawa jazdy (z sukcesem) i wydawaniem pierwszej książki (również z sukcesem), Ildefons z zapamiętaniem udowadniał, że nie przypadkowo ma "czarny ogon" w kategoriach "spanie" i "leniuchowanie" oraz najwyższe odznaczenie "czarnej kropki" w łobuzowaniu.

Najpierw dokumentacja - jak Klusek urósł. To jest ten sam kapeć, co w sierpniu:



A teraz - zawody w spaniu:















Oraz zawody w rozrabianiu:














No ale i tak jest zwycięzcą w kategorii "słodziak":

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

niedziela, 28 maja 2017

Licznik odwiedzin:  25 608  

A kto to, a co to?

Urodził się na początku czerwca - na początku sierpnia trafił do mnie.
Kot Ildefons.
"(..) zwany w Hiszpanii mistrzem Ildefonsem (...)"

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 25608
Wpisy
  • liczba: 48
  • komentarze: 436
Galerie
  • komentarze: 0
Bloog istnieje od: 2868 dni

Lubię to