Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 317 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Dusława [*]

wtorek, 08 grudnia 2009 23:56
Pierwszy koci blog, na który trafiłam, jeszcze zanim przygarnęłam swojego Kluska.
Pierwszy rudy sierściuch, na którego zwróciłam uwagę - i wracałam często, bardzo często. Nawet na swoim "prywatnym" blogu miałam odnośnik do Dusławy i Mufławy.
Dusława, proszę państwa, już nie szuka domu. Dusławie już nie jest zimno i głodno.
Szkoda, żal, smutno. Very bardzo smutno.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Uwaga, uwaga!!!

poniedziałek, 07 grudnia 2009 23:41


Dusława to jest. Znana z bloga. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie!!!
Widziałeś Dusławę?
Napisz: siwa@gazeta.pl, GG:997355

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Bardzo zajęci

wtorek, 01 grudnia 2009 19:50
Po kastracji kot nie znikł na szczęście, ograniczył tylko występy publiczne, albowiem w dniach, kiedy pańcia była zajęta między innymi zdobywaniem prawa jazdy (z sukcesem) i wydawaniem pierwszej książki (również z sukcesem), Ildefons z zapamiętaniem udowadniał, że nie przypadkowo ma "czarny ogon" w kategoriach "spanie" i "leniuchowanie" oraz najwyższe odznaczenie "czarnej kropki" w łobuzowaniu.

Najpierw dokumentacja - jak Klusek urósł. To jest ten sam kapeć, co w sierpniu:



A teraz - zawody w spaniu:















Oraz zawody w rozrabianiu:














No ale i tak jest zwycięzcą w kategorii "słodziak":

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Po kastracji

wtorek, 03 listopada 2009 18:14
Kotek zaczął niestety posikiwać w różnych miejscach - i to śmierdząco, dlatego wybraliśmy się dziś do "Ciapka", do naszej Pani Doktor. Ja jestem lżejsza o 90 zł (a myślałam, że będzie więcej), a kot o dwa jądra ;)
 
Klusek waży już 3 kilo, więc nie jest taki malutki, jakby się wydawało - ale prawdopodobnie dużo większy nie urośnie, za to będzie coraz masywniejszy.
Anestetyk zadziałał szybko, kotu zostało amputowane, co trzeba - niezwykle szybko, sprawnie, bez szwów, anteny satelitarnej dookoła szyi.
Zimno na dworze ciut go otrzeźwiło, niemrawo próbował wydostać się z polara, w którym był niesiony. Niestety Ildefons z całą stanowczością twierdzi, że w transporterze mieszka kotożerny potwór, więc przenoszenie go "w budzie" odpada. Buda jest OK, dopóki się nie zamknie kratki..



Ale mimo to ćwierć-przytomny kot wyczołgał się z transportera... Miał siedzieć w ciasnym, ciepłym miejscu, został zatem ułożony w pudełku i przykryty polarem...



Z pudełka po pewnym czasie też się wytarabanił. Zataczał się, łapy mu się plątały, co trzy kroki przysiadał... Polazł do kuchni, podjadł, schował się w skrzyni na pościel. Tam też nie było fajnie, posiedział trochę na ciuchach do prania, teraz wzięłam go na biurko, trzęsie się biedak, ale zostałam uprzedzona, że po narkozie będzie mu zimno. Zlazł z biurka, znowu się gdzieś schował. Pewnie niedługo znów się pokaże.



Mam teraz kota o srebrnym tyłku - został wypsikany magicznym sprayem ;) Zostawia srebrne ślady wszędzie, gdzie przysiądzie. W końcu kiedyś to sobie z kupra zliże, ale mam nadzieję, że na razie nie uda mu się wytrzeć go w pościel w wersalce..

Następna wizyta dopiero w lutym (odrobaczanie), ale bardzo mi się miło w "Ciapku" siedzi - naprawdę polecam ten gabinet.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Zima idzie - zdjęcia

poniedziałek, 19 października 2009 20:07









Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Zima idzie

poniedziałek, 19 października 2009 19:51
Ildefons śpi prawie na okrągło. Prawie - ponieważ szczyt kociej aktywności przypada akurat na moment, kiedy akurat ja kładę się spać. Każde miejsce do spania jest dobre - zarówno ulubiona podusia na zaanektowanym przez kota na własność taborecie (to ten, na którym nie wolno siadać nikomu), moje łóżko, miska z praniem w łazience, umywalka - wszystko, tylko nie kocia buda, do której wchodzi dla zabawy, a nie dla spania, ani tym bardziej specjalnie do tego celu kupione i wymoszczone pudełko.
Pudełko, a właściwie koszyk, nadaje się cudownie do obgryzania - mimo wyłożenia go miękkim starym polarem i poszewką, na której kot spał dziecięciem będąc.

Źre jak najęty, nawet tuż po jedzeniu drze pysk o jeszcze, przeprosił się z suchym, które znika w tempie ekspresowym. Powietrze wysuszane grzejnikiem motywuje kota do picia ogromnych ilości wody, pcha się nawet z ryjkiem do wanny.

Futro zmienia, już nie jest puchatym koteckiem - włosy ma coraz dłuższe, grubsze, ciut bardziej szorstkie.

Wszystko wskazuje na to, że zima idzie - i chyba będzie mocna.

Niedawny nagły i niespodziewany opad śniegu spowodował zawalaenie się starej, pięknej wierzby pod domem moich kochanych Rodziców. Uprzejmy pan z piłą łańcuchową wyciął mi kawałek konara, Tatuś przewiózł mi go w bagażniku - i tak kocur ma nowy drapak. Nie używa go zbyt intensywnie, ale już wie, do czego służy - może z wzrastającym stopniem zużycia tego z rafii zacznie używać tego "naturalnego", a przede wszystkim DARMOWEGO drapaka ;)
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Gwiazda

czwartek, 08 października 2009 22:40
Jakość paskudna, ale to mój pierwszy film, wybaczcie :)



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zabawa

wtorek, 06 października 2009 11:09

Na zdjęciu na umywalce widać było zieloną gąbkę. Świeżą, wyjęłam ją, żeby po kąpieli umyć wannę. Nie zdążyłam. Obecnie gąbkę tą można znaleźć pod postacią strzępków po całym pokoju, a resztę jeszcze nie zeżartą najczęściej w moim łóżku. Kawałek sznurka do bielizny, rolka papieru toaletowego, wszelkiego rodzaju papierki - to są ulubione zabawki kota. Korek od wina ciut mniej, ale jak wywietrzał odrobinę, kot zaczął się nim bardziej interesować (co dziwne, bo do kieliszka pcha ryjek jak dawniej). Przy moich stałych jesiennych problemach zatokowych muszę uważać, co robię ze smarkatkami, bo potem mam je rozwłóczone po całym mieszkaniu.
Torba papierowa jest źródłem szczęścia, a jak foliowa ładnie szeleści, też można na nią poskakać. Długopis albo ołowek, monety - wszystko kota interesuje. Je też znajduję w moim łóżku.
Niestety w momencie, kiedy przyjdą goście, piłeczki i inne sprawy przestają być takie interesujące. Najlepsze są wtedy dłonie, nadgarstki, a nawet łokcie owych gości. Ildefons zaczyna się popisywać, rzuca się na ręce, skacze po ludziach, podgryza i drapie. Jest dopieszczony i naprawdę poświęcam mu wiele uwagi, więc dziwi mnie to, że przy mnie jest spokojny, przy gościach nie bardzo. Może po prostu broni swojego terytorium? Nie wiem. Ważne, że opcja "sikanie na kołdrę" już się nie powtórzyła, mimo że miałam w domu gościa. Natomiast to, że na podłodze wyrosło nagle posłanie, kota zdezorientowało. Jest nauczony, że na ruszające się pod kołdrą nogi nie należy skakać - ale dotyczy to tylko łóżka niestety. Ważne, że polubił kolegę, który pewnie będzie częściej korzystał z mojej podłogi ;)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dwa miesiące

piątek, 02 października 2009 11:44
Dziś mijają dwa miesiące, od kiedy Ildefons mieszka u mnie.
To chyba najlepiej pokaże upływ czasu:



SIERPIEŃ




PAŹDZIERNIK
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

zbiór zdjęć z komórki ;)

sobota, 26 września 2009 20:11

Brzuszek - taki do głaskania




Partyzant w praniu




Partyzant w kocyku




Żadne pudełko nie jest dla kota za małe




Kot odkrył, że na umywalkę może wejść wskakując na sedes ;)




Kot na telewizorze z serduszkami w tle




Kot czarownicy :)
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Okno na świat

niedziela, 20 września 2009 12:53
Zamontowałam siatkę na oknie - oto fotostory ;)


Pierwsze kroki NA PARAPECIE




Naprawdę mogę?




Będziesz mnie pilnować?




Sprawdzimy, czy siatka dobrze się trzyma




Kot na warcie




A co się dzieje w domu?




Ale dalej mnie kochasz, prawda?
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

kamień z serca

czwartek, 17 września 2009 23:27
Wszystkich zaniepokojonych moimi statusami na gg i opowieściami na żywo uspokajam - jednak Ildefons, nie Gryzelda. Niepewność zasiał we mnie mój kolega, który jednak, jak widać, nie zna się na zaglądaniu kotom między koła ;)
Dziś Ildefons został ukłuty po raz kolejny, tym razem był już bardziej waleczny, nasyczał na panią doktor i na mnie przy okazji też. No ale nie licząc czekającej go za jakiś czas utraty klejnotów rodowych, spokój ze szczepionkami, igłami i innymi paskudztwami mamy przez rok. O ile znowu nie wymyśli czegoś tak genialnego jak zeżarcie cebuli i kilkudniowa niestrawność.
Dostał z pół kilo darmowej karmy na nerki, bo nie jestem pewna, czy jego ostatnie nasiusianie w kilku nieodpowiednich miejscach to kwestia "zły kotek", czy kwestia "chory pęcherz". Jak znowu nasiusia tam, gdzie nie powinien, to oprócz prania kołdry i prania kociego tyłka (oczywiście w przenośni!!), będzie kolejna wizyta u pani doktor.
Pazurów Ildefons bronił jak niepodległości, w sumie się zarzekałam, że nie będę kotu robić manicure, ale się poddałam. Nogi mam jak czerwona zebra - w paski. Ostatnio ręce też, więc kot został odpazurzony. I będzie odpazurzany regularnie - trudno.
Drogę do weterynarza spędził siedząc w miarę grzecznie owinięty w polar, ale wracać stanowczo wolał siedząc jak piracka papuga na moim ramieniu - na szczęście syrenę przeciwmgielną włączał rzadko - widocznie moje groźby przy mijaniu zakładu kuśnierskiego i kebaba podziałały - a obie zawierały elementy przerobienia kota na coś, co nie będzie miauczeć jak poparzone ;)

Ze śmiesznostek - siedziałam przy komputerze pogrążona w pracy. Nagle, ni stąd, ni z owąd, rzuciła się na mnie włochata kulka, drapiąc niemiłosiernie. Najpierw chciałam kulkę ochrzanić, że z pazurami to do drapaka, a nie do mnie, kiedy spojrzałam na zegarek - powinnam była właśnie wychodzić z domu. Kot po jednorazowym drapnięciu się uspokoił i obserwował, jak ja w popłochu latam po mieszkaniu w poszukiwaniu różnych części garderoby. Kiedy zacznie odbierać telefony, będę musiała mu płacić. A apropos telefonów, jak dzwoni, pierwszy przy telefonie waruje kot - czasem ja jeszcze nie zdążę usłyszeć, a on już leci. W dodatku jest cholernie dobrze zorganizowany - jak zostawię skarpetki na dywanie, to rano znajdę je w butach. Inne kocie zabawki znajduję najczęściej we własnym łóżku. A co do części garderoby - ostatnio goniłam po mieszkaniu kota, który nie dość, że uciekał przede mną, to jeszcze przed moim stanikiem - wsadził łeb w ramiączko, a kiedy ruszył, stanik poleciał za nim. Na szczęście zdążyłam, zanim wybiegł z pokoju - nie uśmiechało mi się wyciąganie stanika na przykład spod wanny ;)

Przy oduczaniu gryzienia przyjęłam nową technikę, co prawda bolesną, ale chyba bardziej skuteczną. Jak dziabnie, to wpycham mu rękę w pysk, aż stwierdzi, że to już nie jest śmieszne i że już nie chce gryźć. Dopiero potem, dla przypomnienia, dostaje po nosie. Włażenia na roletę chyba się oduczył w momencie, kiedy razem z roletą zleciał z okna. Sprawdziłam, czy cały, roletę powiesiłam z powrotem, liczę, że błędu nie powtórzy. Kupić siatki nie miałam czasu, więc okno ciągle dalej ma prowizoryczną blokadę z kawałka sznura do bielizny - w końcu na coś się rzeczony sznur przydał. Gdy wylezie na korytarz, jest jeszcze zbyt podekscytowany, żeby przychodzić na gwizdanie, ale w domu - zawsze. Teraz uczę kota reagować na komendy "hop" i "spadaj" - ponieważ i tak "spadaj" słyszy najczęściej, kiedy łobuzuje na parapecie albo włazi mi na stół, kiedy jem - więc wie, co to znaczy.

I kolejna ze śmiesznostek - od butelki lub szklanki z piwem ucieka - sam zapach go odrzuca, ale wino albo wódka - to inna sprawa. Może wódka trochę mniej od czasu, kiedy polizał butelkę, na której chyba ostała się kropla - minę miał zupełnie jak ja, kiedy pierwszy raz spróbowałam tego alkoholu - ale wino go interesuje. Stąd nawet wzięło się powiedzonko "nie dla psa kiełbasa, nie dla kota wino" - mały alkoholik. Naprawdę go pilnuję, żeby się nie zbliżał do kieliszka, ale jeśli na podłodze stanie pusta butelka po winie - wtedy staje się kocim obiektem zainteresowania.

Mały Brzydal przylazł właśnie, poczytał mi przez ramię, ale za alkoholika się chyba obraził, odwrócił się tyłem do monitora i poszedł spać na mojej ręce. Znowu mu się coś śni, bo pomrukuje i posapuje przez sen marszcząc nosek i machając łapką. Gorzej, kiedy śni mu się coś wybitnie wariackiego, a śpi przy moich gołych plecach - wtedy ja się budzę z kompletem pazurów odbitych w okolicach na przykład krzyża, a kot jest wielce zdziwiony, dlaczego w środku nocy słyszy gromkie "ała!". Kiedy śpi przy mnie, jak pracuję, budzi się co jakiś czas, siada, przeciąga się i miauczy. Wtedy należy przerwać pisanie, pogadać chwilę z kotem, najlepiej pogłaskać. Kot w ten sposób uspokojony, że się przy nim jest i dalej się go kocha, kładzie się z powrotem. Otóż to, o wilku mowa. Kończę zatem pisać, żeby kota ukochać :)
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

kocia praca i rozrywka

piątek, 11 września 2009 12:52

Kot pracuje:












A po pracy zajmuje się rozrywką :)






I czytaniem gazet z Sąsiadem:








A po wszystkich wyczerpujących zajęciach najlepiej się odpoczywa na ulubionej podusi :)





Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Problem z kotem

czwartek, 10 września 2009 10:31
Problem zaczął się od wizyt Sąsiada, a także kilku znajomych (oczywiście, facetów), którzy uznali, że kot próbujący gryźć to świetna zabawa. Od tej pory Ildefons zaczął niestety atakować wszystkich moich gości, również płci pięknej. Kiedy jestem z nim sama, jest grzeczny, ale kiedy widzi jedną ze swoich Cioć, zaczyna się popisywać - atakuje ręce, nadgarstki, jedną z moich koleżanek próbował nawet ugryźć w, pardon moi, pupę.
Wzięty na ręce i ugłaskany uspokaja się tylko na chwilę. Skarcony nie uspokaja się w ogóle. Zamknięty w kuchni zmienia się w grzecznego koteczka - do momentu wypuszczenia z rzeczonej.
Nie mam pojęcia, co zrobić - kiedy gryzione ręce nie reagują na kota, atakuje jeszcze mocniej.

Dodatkowym kłopotem jest to, że Ildefons nauczył się wskakiwać na parapet, w związku z czym jutro zabawię się w Boba Budowniczego i kupię siatkę ogrodzeniową do przymocowania do kraty w oknie - boję się, że może spróbować wyskoczyć - jeszcze zrobi sobie krzywdę (albo ktoś mu zrobi, albo, nie daj Boże, porwie mi kota, zanim zdążę wylecieć po niego do ogródka). Na razie w rubryce "straty" można zanotować 3/4 pot-pourri, które stało na parapecie w charakterze dekoracji, na wpół uschłego hiacynta, który zleciał na dywan razem z doniczką oraz 1 szklankę, niestety egzemplarz kolekcjonerski. Kot został zamknięty w łazience, a ja na kolanach zbierałam szkło, a potem odkurzałam - jednak ani huk, ani moja za kotem pogoń w celu sprawdzenia, czy się nie pokaleczył, ani łazienkowe wygnanie nie pomogły, dalej włazi na parapet.
Drogę ma opracowaną - z podłogi na fotel, z fotela na parapet pod oknem zamkniętym na stałe, z niego na telewizor, a z telewizora na parapet okna otwartego. Okno to jest na razie prowizorycznie utrzymane w pozycji "półotwarte" za pomocą kawałka sznurka tak, żeby się koci łeb w szparę nie mieścił, ale żeby trochę powietrza wpadało. No i, cholera, trzeba będzie w końcu sprzątnąć biurko, bo z parapetu to już do zbioru różnych papierków, kabli, kolczyków itp niedaleko...
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

profesjonalnie :)

niedziela, 06 września 2009 22:42
Przyjechał mój ulubiony kolega i zrobił kotu sesję zdjęciową :)







Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Kot stęskniony

środa, 02 września 2009 23:28
Ildefons przeżył pierwszą samotną noc od momentu, kiedy przyjechał do Warszawy. Wyjechałam wczoraj o 15, wróciłam dziś o 20. Kot został nakarmiony i wybawiony przez Sąsiada, co nie zmienia faktu, że jak weszłam do domu, umierał z głodu. Kiedy dostał ciut żarcia, mógł rozmawiać.

Najpierw nakrzyczał na mnie strasznie, jak w ogóle śmiałam zniknąć.
Potem wlazł mi na ramię, a z niego na głowę. Lizał mnie po twarzy, rękach i szyi dziko mrucząc.
Gdy zdjęłam go sobie z głowy, lizał mnie po nogach.
Odtańczył dziki taniec radości z ogonem co chwila sprawdzając, czy patrzę.
Siedział na wannie, kiedy się myłam i jojczył.
Teraz nie potrafi się zdecydować, czy chce siedzieć na biurku, na moim ramieniu czy na kolanach - wierci się, mruczy, gada i zaczepia, jeśli zajmę się czymś i przez chwilę do niego nie mówię i na niego nie patrzę.


Sąsiedzi mówią, że płakał dziś cały dzień pod drzwiami - żali mi go, ale taki już mam tryb pracy i kot niestety się musi przyzwyczaić. W każdym razie to niesamowite uczucie, że jest w domu żywa istota, która się tak cieszy, kiedy mnie zobaczy... Nawet mój były narzeczony tak się nie cieszył ;)
A zdjęcia, jak baszybuzuk urósł, zamieszczę niedługo.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Ildefons wielu imion

piątek, 21 sierpnia 2009 16:44
Gałczyński był tylko Konstanty Ildefons.

Mój Ildefons ma wiele imion oprócz tego wpisanego w książeczkę zdrowia:

- Fafkulec
- Toperz (albo Nietoperz)
- Maluszek
- Paskuda vel. Paskudek
- Jęczydusza
- Potwór
- Bzydal
- Ślicznota
- Głupolek
- Misio
- Misieniek
- Bubek paskudny - przy atakowaniu nóg, kapci albo wolno stojących butów
- Paszczak
- Pyszaczek
- Łapiszon
- Pan Kot
- Sierota - jak skądś spadnie
- Śmierdziel - jak mu z pyska jedzie, zwłaszcza przy ziewaniu
- Koteczek kochany
- Słodziak
- Śpioszek
- Pieszczoch
- Chłopek - Jełopek
- Idiota cholerny - a to głównie przy gryzieniu i drapaniu właścicielki albo zżeraniu kabli.
- Mruczysław - kiedy włącza traktorek
- Wyjec pospolity - kiedy wyje
- Kociątko - kiedy wygląda tak słodko, że słodziej już nie można

Reaguje na Ildefonsa najlepiej, choć mam wrażenie, że najwięcej mu mówi ton mojego głosu.
Znakomicie rozumie słowo "No!" wypowiedziane tonem grożącym, "psik!" olewa całkowicie.
"Chodź tu" traktuje różnie - w zależności czy mam w ręku coś smacznego, zabawkę albo ma wyjątkową ochotę na pieszczoty.

Kładzie się mi na ręku jak futrzasta, gorąca klucha i nie życzy sobie być przesuwanym - zwłaszcza wtedy, gdy mam pilną korektę do zrobienia albo coś ważnego do napisania. Ile razy bym go nie zdjęła z kolan albo z biurka, wskoczy z powrotem, drapiąc przy tym obrzydliwie.
Czasem jeszcze w ferworze walki złapie pyskiem za rękę, ale zostaje mu to wyperswadowane przez ogon - i niezależnie od stopnia wściekłości kota może obsyczeć, ale rzadko się zdarza, żeby ugryzł ponownie.
Syczącego Ildefonsa słyszałam dwa razy - za pierwszym razem gdy ugryzł mnie porządnie (raz jedyny) - przy pierwszym zakładaniu szelek, drugi raz kiedy nie pozwoliłam mu wariować w łóżku - został wzięty za kark i w trakcie przenoszenia na podłogę obsyczał mnie od stóp do głów - ale dopóki się nie wyszalał, nie wlazł z powrotem.
Szelki zostały już w pewnym stopniu zaakceptowane - raczej z rezygnacją. Smycz jako nowy element dalej zmusza kota do położenia się płasko na plecach (bo coś go trzyma za kark) i znieruchomienia.

Uwaga - nie skretyniałam w tym stopniu, że chcę z kotem chodzić na spacerki - do weterynarza niosłam go ostatnio na rękach, żeby nie robił cyrku pod tytułem "mordują kota w tej klatce!". Bałam się, że mi się wykręci z rąk i będzie próbował zwiać - dlatego miał szelki i smycz. Może któregoś dnia zabiorę go na trawkę - zobaczymy - bez przesadyzmów. Szelki w każdym razie ma czarne, gustowne, takie dla królika (żeby było śmieszniej - identyczne szelki, ale przeznaczone dla kociąt kosztowały 2 razy drożej, a nie różniły się nawet długością smyczy...).

PS: Ostatnio nawet mój tatuś kupował żarcie dla kotka - szedł do sklepu, więc poprosiłam, żeby nabył "przy okazji" kotu suchą karmę. Kupił saszetkę, ale przynajmniej dobrej firmy ;)
Mama, tak niby nie lubiąca zwierząt, codziennie pyta "jak tam kot?".
Sąsiadka nie znosząca kotów twierdzi, że Ildefons jest jedynym kotem, którego lubi.
Córka sąsiadki o mały włos nie urwała Ildefonsowi ogona z radości.

PS 2: Mały potwór zlazł mi z ręki, teraz oparł łeb na moim brzuchu - jestem więc unieruchomiona, dopóki nie zmieni pozycji.

PS 3: Nie budzi go nic - psy za oknem, samochody, przestał bać się samolotów, nawet strzelaniny i potępieńcze wrzaski w filmach go nie "ruszają". Ale jeśli kotecek śpi gdzieś na łóżku lub na podłodze, a pani tylko wstanie z krzesła - choćby po to, żeby przymknąć okno - kot czujny i gotowy pilnuje, co pani robi.
Jeśli śpi w skrzyni na pościel, najprościej go znaleźć idąc do lodówki ;)
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

zagadki

środa, 19 sierpnia 2009 22:29
Zagadka pierwsza: Co trzeba zrobić, gdy kot śpi nie wiadomo gdzie i chce się go znaleźć?

Odpowiedź: Iść do kuchni.

Zagadka druga: Co to jest milisekunda?

Odpowiedź: Czas, jaki upływa od momentu wejścia do kuchni do momentu znalezienia kota.

Dodatkowo kot posiada system naprowadzania dźwiękowego w postaci błagalnego "miau, miau" pod lodówką - niezależnie od pory dnia i nocy. Znajomy "kociarz", poprzedni właściciel Ildefonsa, powiedział, że daję mu za dużo żarcia - gdyby dostawał mniej, na pewno by mnie zamęczył. Na razie kot żre pół saszetki Kit-Kata rano, pół wieczorem, dostaje do tego kocie mleko (kupiłam mu takie specjalne, witaminizowane itd.), po odrobinie do miseczki, ma stały dostęp do suchej karmy - ale widocznie z głodu nie umiera, skoro podżera ją przy tak zwanej okazji i od niechcenia.
Przepada za kocimi kabanosami sprzedawanymi na sztuki po 1 zł, dostaje po kawałku w ramach nagrody. Czasem coś mu "skapnie", na przykład pudełko po serku albo Pastelli do wylizania.
Widocznie Ildefons ma żebractwo we krwi, dlatego jojczy.

Oprócz tego przychodzi czasem pogadać - namiauczy się, namruczy, coś tam opowie, po czym bierze się za wylizywanie moich włosów. Widocznie uznał, że to jedyny godny uwagi kawałek futra u jego pani - mlaszcze mi zatem przy uchu, przeczesuje włosy łapkami i ogólnie się stara. Mam wrażenie, że to jego odpowiedź na moje pieszczoty - mamy zatem układ partnerski ;)
Zawsze kiedy się budzę, mam kota koło siebie. Kiedy zasypiam - różnie, bardzo często jest tak, że moja pora na sen przypada na jego porę na zabawę. Zdarza mu się nawet przynosić zabawki do łóżka - wskakuje na nie z myszą w zębach, a ja potem śpię jak królewna na ziarnku grochu ;)
Kiedy uczył się wskakiwać na oparcie, traktował moją, za przeproszeniem, pupę jak trampolinę. Teraz daje już sobie radę sam. Na biurko włazi, bo mu na to pozwalam, ale stół w kuchni go nie interesuje (na szczęście). Po fotelu wdrapuje się na złożony stół stojący pod ścianą i na parapet wyższego okna, do niższego nie ma dostępu, na razie nie doskoczy, ale i tak na wszelki wypadek je zamykam, jak wychodzę z domu - zwłaszcza, że ostatnio złapałam kota wiszącego na rurze od kaloryfera, z której miał już bardzo blisko do parapetu. Regał też traktuje obojętnie, korzysta z niego tylko przy włażeniu na wyższe okno. Jednak trzeba będzie niedługo zamontować kratkę na kracie okiennej, żeby nie wyskoczył (lepiej dmuchać na zimne).


Zaraz się kładę, ciekawe, czy zejdzie z oparcia i położy się ze mną, czy zacznie latać jak wariat.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

kot mi rośnie

środa, 19 sierpnia 2009 22:00

Ildefons już nie jest puchatą kulką - nabiera kształtów kota





Mordka też mu się zmieniła




Kot wtapia się w tło.
Myślałam, że jak położę nowe spodnie na oparciu wersalki, to kot zostawi je w spokoju.
Nie zostawił.



Na stosik książek też trzeba wleźć.
Staram się upolować kota na półce pod telewizorem, ale nie chce się tam dać fotografować.



Na widok komórki włącza mu się opcja "myśliwy"...




...dlatego najlepiej robić zdjęcia, kiedy śpi...




...albo jest zainteresowany polowaniem na co innego (na przykład moją nogę).
To zdjęcie pokazuje również, że Ildefons nadal składa się głównie z uszu ;)
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Trzeci tydzień

wtorek, 18 sierpnia 2009 14:41

Zaczał się trzeci tydzień naszego wspólnego życia z kotem.

Mały został zaszczepiony, nawet dzielnie zniósł kłucie. Pchełek nie ma żadnych. Waży już ponad kilogram, dziennie zżera jedną saszetkę (w dwóch porcjach) i zagryza ciągle dostępnym suchym dla kociąt. Oprócz tego jada:
-chińszczyznę na ostro,
-jajka na twardo,
-mięso mielone na surowo,
-mięso mielone w sosie pomidorowym,
-pastellę z mintaja,
-serek naturalny Piątnicy,
-Bake Rollsy czosnkowe,
-makaron.
Nie przepada za warzywami, metką, średnio mu "wchodzi" szyneczka babuni, woli polędwicę łososiową.
Dostał koziego mleka (podobno ma skład prawie "koci" i jest o niebo lepsze od krowiego), a po mleku dostał świra. Ma więc bana na mleko, a ja podrapane nogi. Pazury odrosły mu w zastraszającym tempie, ale nie będę ich obcinać, bo jeszcze wyjdzie na to, że kot ma robione manicure częściej, niż ja.
Co do gryzienia, to już wie, że nie wolno - zostało mu to przetłumaczone przez ogon - i chyba wiedza się utrwaliła. Oduczam też skakania po śpiącym człowieku - fascynuje go bowiem szelest kołdry. Nauczył się, skubany, wskakiwać na krzesło, więc za każdym razem odsuwam je od biurka. Na moje kolana wskakuje najczęściej po stojącym pod biurkiem odkurzaczu. Ostatnia zabawa - odkurzacz, kolana, podłoga, odkurzacz, kolana, podłoga. Sypia w przeróżnych miejscach, za łóżkiem, pod łóżkiem, u mnie na biurku, zwłaszcza kiedy piszę - kurs pisania jedną ręką mam za sobą ;)
Mruczy cichutko, ale za to intensywnie. Przechodzi chyba mutację, bo głos mu się ciut obniżył.
W nocy śpi głównie przy mojej głowie.

Natomiast przestałam wierzyć we wszystkie stwierdzenia, jak to koty są mądrzejsze od psów - Ildefons ciągle poluje na własny ogon. Wyczynia przeróżne akrobacje, głównie kończące się fikołkiem w przód albo w tył przez głowę, ewentualnie dezorientacją po dziesięciu piruetach. Do zabawy, oprócz ogona, wystarczają mu: chusteczka, kulka papieru, mój kapeć, piłeczka i myszka. Jest zafascynowany papierem toaletowym, więc papier stoi na półce, żeby kot nie dosięgnął, a ja pilnuję, żeby nie wskoczył do sedesu ;)


Cieszy się, kiedy wracam do domu, przychodzi się przytulić, łazi za mną wszędzie - chyba mnie lubi :)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

piątek, 18 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  26 315  

A kto to, a co to?

Urodził się na początku czerwca - na początku sierpnia trafił do mnie.
Kot Ildefons.
"(..) zwany w Hiszpanii mistrzem Ildefonsem (...)"

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 26315
Wpisy
  • liczba: 48
  • komentarze: 436
Galerie
  • komentarze: 0
Bloog istnieje od: 2949 dni

Lubię to