Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 272 961 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

pan domu??

środa, 24 lutego 2010 23:52
Właśnie trwa u mnie walka o ustalenie "pana domu". Na razie T. zdobywa przewagę, głównie dlatego, że może kota wziąć za kark i wyrzucić do kuchni. Kot za to po nim skacze, prycha i próbuje dziabnąć. Mimo to śpią we dwóch - i to kot przyłazi do Pana - a sapią przez sen w całkiem udanym duecie.

Dziś się obśmiałam. Siedziałam z kotem na rękach, głaskanym po pyszczku. T., siedzący obok, wyciągnął rękę, żeby mnie pogłaskać po policzku. Kot wyciągnął łapy, odepchnął jego dłoń, po czym sam dotknął mnie tam, gdzie spoczywały przed chwilą palce T.
Zamiauczał, dodatkowo podkreślając, że to jego Pańcia.
Ale potem zlazł ze mnie i położył się obok T. Znowu obaj słodko posapują.

Zatem i ja piszę "dobranoc".

Będą zdjęcia. Obiecuję. Na razie komórka wysiadła, a czasem za długo trwa wyciągnięcie "dużego aparatu", zwłaszcza, że Ildefons reaguje na ruch, nawet pogrążony w głębokim śnie.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

dobranoc...

środa, 06 stycznia 2010 16:28
Ildefons chrapie... 

Czasem pochrapuje cichutko, czasem posapuje przez nos, a czasem wydaje z siebie bardzo głośne "hhhhrrrr" przy wdechu i "mmmmmmmmmm" przy wydechu. Chyba muszę zacząć łazić za nim z dyktafonem ;)

Od czasu, kiedy dostał narkozę i spędził trochę czasu w pudełku z trawy, jakoś się z nim pogodził.
Z resztą tylko kotu byłoby wygodnie w tej pozycji: 


Poza tym dalej śpi na mojej głowie, czasem układa się tak, że mordkę trzyma przy jednym moim uchu, a brzuch przy drugim - wtedy mam stereo - mruczenie i burczenie. Przyzwyczaiłam się już do tego ;) 

Pytanie: czy kiedyś w moim życiu pojawi się mężczyzna, który NIE chrapie? ;)

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (25) | dodaj komentarz

Po Sylwestrze

wtorek, 05 stycznia 2010 15:17
Miałam lekkie wątpliwości, zostawiając kota na włościach w sylwestrową noc. Impreza początkowo miała się odbyć u mnie, a kot gości lubi, ale plany się pozmieniały. 
Jednak Klusek, który nie potrafi się opanować w obecności jedzenia, zachowuje stoicki spokój, jeśli chodzi o różnego rodzaju wystrzały i wybuchy w filmach, a próbne strzały uskuteczniane od mniej więcej połowy grudnia przez osiedlowe dzieciaki również go nie ruszały. 

Gdy wróciliśmy do domu koło godziny 2 w nocy, Ildefons powitał nas radośnie i brał udział w dalszej imprezie :)


A oto, jak kot lubi gości ;) Na zdjęciu Jaga.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (22) | dodaj komentarz

Kot i śnieg

środa, 30 grudnia 2009 0:06

Kot został dziś na nowej smyczy wyprowadzony i wypuszczony na śnieżek. Pogoda była całkiem, całkiem, wiało średnio, temperatura około zera lub ciut więcej, a koleżanka Kurczak przyniosła aparat. Warunki idealne - robimy kotu sesję.

Niestety aktualnie Kurczak nie dopisuje, bo gra z bratem, zamiast obrabiać zdjęcia - zatem fotostory, jak kluskowaty, kieszonkowy tygrys wędruje po tajdze składającej się z lichej trawy i jednego łysego krzaka pojawi się niedługo.

Ildefonsowi się spodobało - aż tak, że nie chciał wracać i z nastroszonym ogonem ciągnął z powrotem w stronę drzwi od klatki. W domu zostały mu umyte łapy, bo się rozsiadł w błocku. Teraz mamy spokój, nadeszła pora miziania, więc już cztery kilogramy futra leżą mi na ręku i mruczą. I liżą po brodzie. I pacają łapką.

Dodajemy nowe linki, bo się znów nazbierało.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (21) | dodaj komentarz

wyróżnienie

poniedziałek, 28 grudnia 2009 15:43


Takie "cuś" dostaliśmy z Ildefonsem już dawno, dawno temu, ale najpierw nie wiedzieliśmy, co z tym zrobić, a potem nie mieliśmy za bardzo czasu - takie życie.

Puszczamy jednak wyróżnienie w świat, jak trzeba.

A więc:

Edward 
Wilbar & Wikko
oraz
Scardinius
a także, z kategorii "nie-kocich", nagrodę dostaje Kocia Ciocia, czyli Kurczak


Co do siedmiu tajemnic kocich, będzie ciężko...

1. Ildefons ciągle dalej spada z taboretu, kiedy zapomni się przy przeciąganiu, albo śpi niespokojnie...
2. Ildefons jest leniwy okropnie - daje radę wskoczyć na parapet, ale zawsze szuka drogi okrężnej (jedno krzesło, drugie krzesło, biurko, parapet albo fotel, telewizor, parapet) z niższymi podskokami.W dodatku jest kotem wyjątkowo niskopiennym. Nie interesuje go stół w kuchni, ani lodówka, na wysokiej półce w meblościance był raz, na regał nie wchodzi, no chyba że na niskie półki.
3. Bezczelnie ładuje się na kolana człowiekowi, który kotów nie znosi - za to atakuje ludzi, którzy koty lubią.
4. Da się pokroić na małe kawałeczki za produkty mleczne - śmietanę, ser, kocie mleko. Tym najłatwiej go zjednać.
5. Nikt nie wie dlaczego, ale uwielbia karton, w którym trzymam butelki z sokami i winem - włazi do niego przednią połową ciała i grucha jak zakochany.
6. Nigdy, ale to przenigdy, nie pogryzł żadnych butów i nie podrapał żadnego mebla (!)
7. Misia Edwarda olewa całkowicie, woli misia Bartka (zabytek skali zerowej, 25-letni) - zwłaszcza woli go bezlitośnie mordować ;)
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (24) | dodaj komentarz

Po-świątecznie

poniedziałek, 28 grudnia 2009 12:21
Dziękujemy wszystkim naszym krewnym i znajomym królika za życzenia - blogowe, smsowe, gadu-gadowe i osobiste :)

Święta spędziłam w Gdańsku, a futrzak został pod opieką Kociej Cioci, czyli Kurczaka. Gdy wróciłam, najpierw się przestraszyłam - co to za ogromne bydlę jest? Cóż, w ciągu czterech dni nie mógł aż tak urosnąć, w związku z czym stwierdziłam, że cały czas miałam go zakodowanego jako "małego kotecka" - a tu się okazuje, że to jednak już duży kocur jest.

Obmiauczał, oprychał, opieprzył, jak mogłam, jak śmiałam i co sobie w ogóle wyobrażam, po czym nie mogłam się nawet wykąpać i od kota opędzić ;) Całą noc spał wczepiony w moje włosy wszystkimi czterema łapami. Teraz już trochę odpuścił, ale nadal waruje pod drzwiami i jest bardzo niezadowolony, nawet kiedy wychodzę tylko na chwilę do sąsiadów.

Pod choinkę dostałam (a raczej ja dostałam dla kota) nową smyczkę (w starą już się nie mieścił) - gustowną, czarną, zamszową. Ma lekki luz, ale, patrząc na Kluska, szybko ten luz zniknie ;) Smyczkę miał kupić Ł., który na kotach nie bardzo się zna. Nie kupił, bo "wszystkie to były szelki" ;) Zostało mu wytłumaczone, że na tym właśnie to polega i pojechaliśmy kupić te szelki we trójkę, Siostra, Ł. i ja :)

Narobiło się znów sporo ildefonsowych zdjęć, łącznie z kocim terrorystą (kot w mojej arafatce i z wściekłą miną - cóż, kazałyśmy mu w tej arafatce wytrzymać dobre 5 minut), a także pierwszym spotkaniem ze śniegiem. Opublikuję wkrótce.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (30) | dodaj komentarz

Miaukun

czwartek, 17 grudnia 2009 17:07
Miaukun i maruda. Gadacz, pyszczarz, dziamgacz, wyjec i kłapacz dziobowy.

Człowiek idzie sobie na paluszkach do łazienki, bo kotek śpi. Człowiek zasiada na tronie królewskim i słyszy pytające "miauuu?" (w wolnym tłumaczeniu: "gdzie jesteś?"), po czym dobiega człowieka "łup" - zaspany kocur zeskakuje (lub spada) ze swojego taboretu. Potem następuję "mr mr mr mr" - rytmiczne, tak jak kocie kroki. "Mrrriiiik?" - to kot wygląda zza węgła. "Mr mr mr mr" - przechodzi przez kuchnię. "Miau!" - wkroczył do łazienki. Wskakuje na taboret i głośno domaga się pogłaskania. Niemal śpi na siedząco, czasem leząc po krawędzi wanny do niej wpada, bo mu się łapy plączą. Włazi do umywalki i życzy sobie drapania po kropce.

Gdy wracam do domu, kocur musi mi nawtykać, jak w ogóle śmiałam wychodzić. Wyrodna pańcia jestem i tyle.
W kuchni - dziamga okropnie.

Któregoś dnia okropnie domagał się wyjścia na parapet. Otworzyłam - okazało się, że nasza cieciowa zamiata pod oknem. Kot zaczął miauczeć, głośno, natarczywie. W końcu cieciowa podniosła głowę - uśmiechnęła się, zagadała do kota. Kot zrobił jedno krótkie "miau", odwrócił się ogonem do niej i wrócił do domu. Bezczel.

Mruczy jak najęty, przy ledwie dotknięciu. Kiedy udeptuje moje włosy, nawet tego nie trzeba. Kiedy śpi, wystarczy lekkie głaśnięcie, żeby wydał z siebie słodkie "mriiik". W kocim repertuarze mieści się cała gama miauków i jęków, pochrząkiwań, pomrukiwań. Teraz też, kiedy pisałam te słowa, podszedł, szturchnął łapką moją stopę, miauknął, po czym usiadł na krześle obok. Wyciągnęłam rękę, żeby pogłaskać go po łebku. "Mrrrri?". Po drugim głaśnięciu - samo "mmmrrr", po czym przeniósł się na taboret i poszedł spać. Aż się boję iść do łazienki ;)
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (23) | dodaj komentarz

ON NIE JEST NORMALNY!!!

niedziela, 13 grudnia 2009 23:25



To jakiś ufoludek, nie kot... RATUNKU!!!


Nieważne, że rozumie, co do niego mówię i zachowuje się jak pies... To jeszcze byłam w stanie przyjąć...
Oglądam na komputerze film - w bocznym oknie, reszta ekranu zajęta grą, która się błyska i rusza.
Kot ogólnie ma zakaz dotykania monitora - do którego, o dziwo, się stosuje bez większych kłopotów.
Przylazł, jak film się zaczynał. Położył się na moim ręku, patrzył raz na grę, raz na to, co się działo z bohaterką.
Dziewczyna, pobita przez ojca, uciekła z domu i została prostytutką. Końcowa scena - matka odnajduje córkę, tulą się do siebie i płaczą, Hollywood na 100%. W momencie, gdy matka weszła do pokoju, w którym była dziewczyna, kot usiadł i z natężeniem zaczął się wpatrywać w film - a gdy się przytuliły i rozpłakały, sięgną łapą i pogłaskał plecy tej dziewczyny - wiem, co piszę. Pogłaskał bez wyciągania pazurów, bardzo lekko.

Kosmita, czy co?
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (21) | dodaj komentarz

Konkurs

sobota, 12 grudnia 2009 2:19
Nad wpisami znajduje się link do konkursu na blog roku 2009. Nasz numer to H00103 - będzie potrzebny przy głosowaniu, a podobno (tak coś internetowe wróbelki ćwierkają) dla głosujących nagrody też są przewidziane! Ambicji na pierwsze miejsce nie mamy, ale może powiększy nam się grono czytelników? ;)

Czy nikt nie popiera wróbelka? Wszak wróbelek jest druh nasz szczery - popierajcie Ildefonsa, dziewczęta, popierajcie, do jasnej cholery!
-że tak pozwolę sobie bezczelnie sparafrazować Mistrza Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego ;)




"Kocia ciocia" Ola i jej Luby, którzy byli z wizytą, żywo komentowali ildefonsowe sztuczki - przychodzenie na gwizdanie, wykonywanie komendy "na okno" i "do łóżka", a nawet "daj głos", które znowu nam się udało. I nie, nie będę go wysyłać do żadnego programu TV, jeszcze się Klusek rozbisurmani i nabierze manier celebryta?
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

wypraszamy sobie, ot co!

piątek, 11 grudnia 2009 1:00
Wypraszamy sobie z Ildefonsem komentarze o treści "klucha"!!! Prychamy urażeni, a kot wręcz obraca się tyłem do monitora. To, że ja go nazywam Kluskiem to jedno, mi wolno, Klusek wie, że jest wspaniały i mówię do niego z czułością.
Waży 3,7 kg, ale ciągle mam wrażenie, że jest za chudy, jakoś mu te łopatki wystają, a jak się go zamoczy i futro oklapnie, wygląda jak połowa szczura, a nie cały kot (nie obrażaj się, Paskudku, Pańcia tak w żartach...).

Natomiast dziś kot zrobił tak zwane "rotfl sezonu". Jadłam sobie szyneczkę, kot żebrał po cichu. Na komendę "daj głos" zaczął miauczeć. Szyneczki oczywiście dostał. Może niedługo i aportować się nauczy na komendę? Teraz, jak ma chęć, przynosi mi zabawki. Z resztą i tak niezwykle rozumny jest - w niektórych kwestiach.
Siedziała kiedyś sierotka na środku pokoju i labiedziła, że się nie bawimy, a ja pracowałam pilnie nad jakimś tekstem.
Ja: Nie wyj, gdzie żeś zadział piłeczki? Pewnie pod komodą albo pod fotelem...
Na co kot wstał, wlazł pod komodę, wyciągnął piłkę. Na tym nie poprzestał. Piłkę zostawił na środku, poszedł pod fotel i przyturlał drugą. Oniemiałam.

Dziś w nocy zostały zaatakowane moje plecy, z partyzanta, pod kołdrą. Kota zepchnęłam z łóżka łokciem, bo to nie była moja pora na pobudkę. Po trzecim takim desancie i zrzuceniu kota sięgnęłam po omacku pod kołdrę - oczywiście, znalazłam piłkę. Ciepnęłam ją za siebie, na dywan. Łomot kota lecącego za nią utwierdził mnie w przekonaniu, że to nie moja delikatna skóra była obiektem kociego macania.

Mniej rozumny jest w kwestii zrzucania różnych rzeczy do wanny, żarcia gąbek (już teraz chowam obie, jak pokazał, że jednak potrafi wskoczyć na szafkę w kuchni), a także spadania z krzesła. Ciągle mu się to zdarza, gdy się wierci przy spaniu.


Kiedyś mieścił się bez problemów... Teraz kot pod komodą wygląda tak:



Rozrabia w dalszym ciągu:



Ale ma nową zabawkę - karton po wadze:

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (21) | dodaj komentarz

Co z tym kotem zrobić?

środa, 09 grudnia 2009 15:03
Kot po raz kolejny nasikał na kołdrę, ledwo rozpakowaną z pralni... Zdążyłam jeszcze na "świeżo" wytarzać kota w rzeczonej mokrej plamie, wsadzając mu mordę w sam środek i owijając resztą. Trzymając do tego tak, jak zawsze, kiedy jest karcony. Został także strasznie opieprzony i oberwał po ryjku. Potem spędził cały dzień w łazience, bo byłam na uczelni i wolałam, żeby kołdra wyschła, a nie zwilgotniała jeszcze bardziej. O co mu chodzi? Co on z tą kołdrą ma?

Wypadły mu ostatnie mleczaki - jak to jest, kota codziennie miziam, karmię, miętoszę, tulę, a nie zauważyłam u niego szczerb żadnych (czy te nowe kły rosną z prędkością światła?). Plus jest taki, że zamiast paskudnych, cienkich i ostrych igiełek ma teraz grube kły, którymi ciężej mu idzie przecinanie skóry.

Pazury ma przycinane od razu, jak stwierdzę, że są za długie. Leży wtedy jak książę udzielny na biurku, a ja go głaszczę, uspokajam, usypiam, a potem ciach-chach, jeden po drugim pozbywam się narzędzi kocich tortur.

Masochista to jest porworny. W wannie jest kąpany (musiałam go wymyć z tych sików, bo śmierdział), w umywalce płukany - nie, nie jest wyżymany! Suszę go suszarką. Przy każdej kąpieli kot podejmuje jedną próbę opuszczenia pomieszczenia pracowniczego, zatrzymany w połowie drogi sztywnieje od wąsów po koniuszek ogona i staje się uosobieniem biernego oporu. Nie, nie zegnie łap, nie przesunie się, w ogóle nie drgnie. Jest tylko ciężko obrażony. Po kąpieli i suszeniu, na które reaguje już żywiej, ale też jakoś niespecjalnie się stara uciec, przychodzi pora czesania - w suchej umywalce kot jest tarmoszony szczotką w te i wewte. Pełen bardzo puchatej, obrażonej godności idzie się myć w kuchni, bo jak to tak można pachnieć szamponem dla kotów i mieć futerko przyczesane szczotką. Po czym, idiota jeden, ładuje się do umywalki lub wanny z powrotem.

Gryzie M.U.K. albo K., dostaje w łeb, uczy się latać albo zostaje uziemiony silną męską ręką, zwiewa, po czym atakuje ponownie. Jak usłyszy odkurzacz, spieprza za wersalkę albo na okno, po czym, jak tylko odkurzacz przestanie wyć, kot podchodzi na sztywnych łapach i próbuje go pacnąć. A kiedy odkurzacz włączy się przy kociej nieobecności, przylatuje do pokoju, wygina grzbiet i ogon "na wielbłąda" i parska na niego. Wyrzucany z kuchni robi wszystko, żeby wleźć mi pod nogi raz jeszcze, wypraszany z umywalki wraca do niej natychmiast.

Jedyne, od czego ucieka i czego bardzo nie lubi, to zapach mięty - ja też za nim nie przepadam, ale zęby myć trzeba. I jedyną możliwość splunięcia pianą do umywalki daje podsunięcie kotu pod nos szczoteczki - tylko trzeba uważać, bo ją też czasem próbuje pacnąć. Kiedy już zapach do niego dotrze, poparty nieco niewyraźnym (z powodu pełnej piany jamy gębowej) "spieprzaj, dziadu", kot niechętnie opuszcza umywalkę.

Z resztą taka umywalka to fajna rzecz - można z niej pilnować pańci, która się kąpie, najlepiej się w niej poluje na ogon, bo umożliwia kotu stabilne podparcie pod kręgosłup w dziwnych ewolucjach, a jak pańcia wraca do domu, to można się z niej domagać buzi na dzień dobry, kiedy myje ręce.

Po naszej ostatniej kłótni z powodu zasikanej kołdry, kot przez dwa dni chodził jak w zegarku, a jak chciał, żebym na niego zwróciła uwagę, to nie ładował się na mnie po chamsku, tylko szturchał łapką i cichym "miau?" pytał, czy można... Już mu ten savoir vivre przechodzi.

Ostatnio zastanawiam się nad drugim kotem, ale na razie boję się, że mam za małe mieszkanie na taki eksperyment... Finansowo dźwignę, o ile nie będę musiała częściej prać kołder, ale czy te koty się nie pozabijają na 22,5 metra kwadratowego? No i tak naprawdę nie wiem, jak Ildefons by zareagował na towarzystwo... Poza tym to nie może być "jakikolwiek" kot, muszę się w nim zakochać tak samo, jak w Klusku Paskudnym Taboretowym, który teraz śpi obok, tuląc do siebie swoją tylną łapę i czasem oblizując ją przez sen.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Po kastracji

wtorek, 03 listopada 2009 18:14
Kotek zaczął niestety posikiwać w różnych miejscach - i to śmierdząco, dlatego wybraliśmy się dziś do "Ciapka", do naszej Pani Doktor. Ja jestem lżejsza o 90 zł (a myślałam, że będzie więcej), a kot o dwa jądra ;)
 
Klusek waży już 3 kilo, więc nie jest taki malutki, jakby się wydawało - ale prawdopodobnie dużo większy nie urośnie, za to będzie coraz masywniejszy.
Anestetyk zadziałał szybko, kotu zostało amputowane, co trzeba - niezwykle szybko, sprawnie, bez szwów, anteny satelitarnej dookoła szyi.
Zimno na dworze ciut go otrzeźwiło, niemrawo próbował wydostać się z polara, w którym był niesiony. Niestety Ildefons z całą stanowczością twierdzi, że w transporterze mieszka kotożerny potwór, więc przenoszenie go "w budzie" odpada. Buda jest OK, dopóki się nie zamknie kratki..



Ale mimo to ćwierć-przytomny kot wyczołgał się z transportera... Miał siedzieć w ciasnym, ciepłym miejscu, został zatem ułożony w pudełku i przykryty polarem...



Z pudełka po pewnym czasie też się wytarabanił. Zataczał się, łapy mu się plątały, co trzy kroki przysiadał... Polazł do kuchni, podjadł, schował się w skrzyni na pościel. Tam też nie było fajnie, posiedział trochę na ciuchach do prania, teraz wzięłam go na biurko, trzęsie się biedak, ale zostałam uprzedzona, że po narkozie będzie mu zimno. Zlazł z biurka, znowu się gdzieś schował. Pewnie niedługo znów się pokaże.



Mam teraz kota o srebrnym tyłku - został wypsikany magicznym sprayem ;) Zostawia srebrne ślady wszędzie, gdzie przysiądzie. W końcu kiedyś to sobie z kupra zliże, ale mam nadzieję, że na razie nie uda mu się wytrzeć go w pościel w wersalce..

Następna wizyta dopiero w lutym (odrobaczanie), ale bardzo mi się miło w "Ciapku" siedzi - naprawdę polecam ten gabinet.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Zima idzie

poniedziałek, 19 października 2009 19:51
Ildefons śpi prawie na okrągło. Prawie - ponieważ szczyt kociej aktywności przypada akurat na moment, kiedy akurat ja kładę się spać. Każde miejsce do spania jest dobre - zarówno ulubiona podusia na zaanektowanym przez kota na własność taborecie (to ten, na którym nie wolno siadać nikomu), moje łóżko, miska z praniem w łazience, umywalka - wszystko, tylko nie kocia buda, do której wchodzi dla zabawy, a nie dla spania, ani tym bardziej specjalnie do tego celu kupione i wymoszczone pudełko.
Pudełko, a właściwie koszyk, nadaje się cudownie do obgryzania - mimo wyłożenia go miękkim starym polarem i poszewką, na której kot spał dziecięciem będąc.

Źre jak najęty, nawet tuż po jedzeniu drze pysk o jeszcze, przeprosił się z suchym, które znika w tempie ekspresowym. Powietrze wysuszane grzejnikiem motywuje kota do picia ogromnych ilości wody, pcha się nawet z ryjkiem do wanny.

Futro zmienia, już nie jest puchatym koteckiem - włosy ma coraz dłuższe, grubsze, ciut bardziej szorstkie.

Wszystko wskazuje na to, że zima idzie - i chyba będzie mocna.

Niedawny nagły i niespodziewany opad śniegu spowodował zawalaenie się starej, pięknej wierzby pod domem moich kochanych Rodziców. Uprzejmy pan z piłą łańcuchową wyciął mi kawałek konara, Tatuś przewiózł mi go w bagażniku - i tak kocur ma nowy drapak. Nie używa go zbyt intensywnie, ale już wie, do czego służy - może z wzrastającym stopniem zużycia tego z rafii zacznie używać tego "naturalnego", a przede wszystkim DARMOWEGO drapaka ;)
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zabawa

wtorek, 06 października 2009 11:09

Na zdjęciu na umywalce widać było zieloną gąbkę. Świeżą, wyjęłam ją, żeby po kąpieli umyć wannę. Nie zdążyłam. Obecnie gąbkę tą można znaleźć pod postacią strzępków po całym pokoju, a resztę jeszcze nie zeżartą najczęściej w moim łóżku. Kawałek sznurka do bielizny, rolka papieru toaletowego, wszelkiego rodzaju papierki - to są ulubione zabawki kota. Korek od wina ciut mniej, ale jak wywietrzał odrobinę, kot zaczął się nim bardziej interesować (co dziwne, bo do kieliszka pcha ryjek jak dawniej). Przy moich stałych jesiennych problemach zatokowych muszę uważać, co robię ze smarkatkami, bo potem mam je rozwłóczone po całym mieszkaniu.
Torba papierowa jest źródłem szczęścia, a jak foliowa ładnie szeleści, też można na nią poskakać. Długopis albo ołowek, monety - wszystko kota interesuje. Je też znajduję w moim łóżku.
Niestety w momencie, kiedy przyjdą goście, piłeczki i inne sprawy przestają być takie interesujące. Najlepsze są wtedy dłonie, nadgarstki, a nawet łokcie owych gości. Ildefons zaczyna się popisywać, rzuca się na ręce, skacze po ludziach, podgryza i drapie. Jest dopieszczony i naprawdę poświęcam mu wiele uwagi, więc dziwi mnie to, że przy mnie jest spokojny, przy gościach nie bardzo. Może po prostu broni swojego terytorium? Nie wiem. Ważne, że opcja "sikanie na kołdrę" już się nie powtórzyła, mimo że miałam w domu gościa. Natomiast to, że na podłodze wyrosło nagle posłanie, kota zdezorientowało. Jest nauczony, że na ruszające się pod kołdrą nogi nie należy skakać - ale dotyczy to tylko łóżka niestety. Ważne, że polubił kolegę, który pewnie będzie częściej korzystał z mojej podłogi ;)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

kamień z serca

czwartek, 17 września 2009 23:27
Wszystkich zaniepokojonych moimi statusami na gg i opowieściami na żywo uspokajam - jednak Ildefons, nie Gryzelda. Niepewność zasiał we mnie mój kolega, który jednak, jak widać, nie zna się na zaglądaniu kotom między koła ;)
Dziś Ildefons został ukłuty po raz kolejny, tym razem był już bardziej waleczny, nasyczał na panią doktor i na mnie przy okazji też. No ale nie licząc czekającej go za jakiś czas utraty klejnotów rodowych, spokój ze szczepionkami, igłami i innymi paskudztwami mamy przez rok. O ile znowu nie wymyśli czegoś tak genialnego jak zeżarcie cebuli i kilkudniowa niestrawność.
Dostał z pół kilo darmowej karmy na nerki, bo nie jestem pewna, czy jego ostatnie nasiusianie w kilku nieodpowiednich miejscach to kwestia "zły kotek", czy kwestia "chory pęcherz". Jak znowu nasiusia tam, gdzie nie powinien, to oprócz prania kołdry i prania kociego tyłka (oczywiście w przenośni!!), będzie kolejna wizyta u pani doktor.
Pazurów Ildefons bronił jak niepodległości, w sumie się zarzekałam, że nie będę kotu robić manicure, ale się poddałam. Nogi mam jak czerwona zebra - w paski. Ostatnio ręce też, więc kot został odpazurzony. I będzie odpazurzany regularnie - trudno.
Drogę do weterynarza spędził siedząc w miarę grzecznie owinięty w polar, ale wracać stanowczo wolał siedząc jak piracka papuga na moim ramieniu - na szczęście syrenę przeciwmgielną włączał rzadko - widocznie moje groźby przy mijaniu zakładu kuśnierskiego i kebaba podziałały - a obie zawierały elementy przerobienia kota na coś, co nie będzie miauczeć jak poparzone ;)

Ze śmiesznostek - siedziałam przy komputerze pogrążona w pracy. Nagle, ni stąd, ni z owąd, rzuciła się na mnie włochata kulka, drapiąc niemiłosiernie. Najpierw chciałam kulkę ochrzanić, że z pazurami to do drapaka, a nie do mnie, kiedy spojrzałam na zegarek - powinnam była właśnie wychodzić z domu. Kot po jednorazowym drapnięciu się uspokoił i obserwował, jak ja w popłochu latam po mieszkaniu w poszukiwaniu różnych części garderoby. Kiedy zacznie odbierać telefony, będę musiała mu płacić. A apropos telefonów, jak dzwoni, pierwszy przy telefonie waruje kot - czasem ja jeszcze nie zdążę usłyszeć, a on już leci. W dodatku jest cholernie dobrze zorganizowany - jak zostawię skarpetki na dywanie, to rano znajdę je w butach. Inne kocie zabawki znajduję najczęściej we własnym łóżku. A co do części garderoby - ostatnio goniłam po mieszkaniu kota, który nie dość, że uciekał przede mną, to jeszcze przed moim stanikiem - wsadził łeb w ramiączko, a kiedy ruszył, stanik poleciał za nim. Na szczęście zdążyłam, zanim wybiegł z pokoju - nie uśmiechało mi się wyciąganie stanika na przykład spod wanny ;)

Przy oduczaniu gryzienia przyjęłam nową technikę, co prawda bolesną, ale chyba bardziej skuteczną. Jak dziabnie, to wpycham mu rękę w pysk, aż stwierdzi, że to już nie jest śmieszne i że już nie chce gryźć. Dopiero potem, dla przypomnienia, dostaje po nosie. Włażenia na roletę chyba się oduczył w momencie, kiedy razem z roletą zleciał z okna. Sprawdziłam, czy cały, roletę powiesiłam z powrotem, liczę, że błędu nie powtórzy. Kupić siatki nie miałam czasu, więc okno ciągle dalej ma prowizoryczną blokadę z kawałka sznura do bielizny - w końcu na coś się rzeczony sznur przydał. Gdy wylezie na korytarz, jest jeszcze zbyt podekscytowany, żeby przychodzić na gwizdanie, ale w domu - zawsze. Teraz uczę kota reagować na komendy "hop" i "spadaj" - ponieważ i tak "spadaj" słyszy najczęściej, kiedy łobuzuje na parapecie albo włazi mi na stół, kiedy jem - więc wie, co to znaczy.

I kolejna ze śmiesznostek - od butelki lub szklanki z piwem ucieka - sam zapach go odrzuca, ale wino albo wódka - to inna sprawa. Może wódka trochę mniej od czasu, kiedy polizał butelkę, na której chyba ostała się kropla - minę miał zupełnie jak ja, kiedy pierwszy raz spróbowałam tego alkoholu - ale wino go interesuje. Stąd nawet wzięło się powiedzonko "nie dla psa kiełbasa, nie dla kota wino" - mały alkoholik. Naprawdę go pilnuję, żeby się nie zbliżał do kieliszka, ale jeśli na podłodze stanie pusta butelka po winie - wtedy staje się kocim obiektem zainteresowania.

Mały Brzydal przylazł właśnie, poczytał mi przez ramię, ale za alkoholika się chyba obraził, odwrócił się tyłem do monitora i poszedł spać na mojej ręce. Znowu mu się coś śni, bo pomrukuje i posapuje przez sen marszcząc nosek i machając łapką. Gorzej, kiedy śni mu się coś wybitnie wariackiego, a śpi przy moich gołych plecach - wtedy ja się budzę z kompletem pazurów odbitych w okolicach na przykład krzyża, a kot jest wielce zdziwiony, dlaczego w środku nocy słyszy gromkie "ała!". Kiedy śpi przy mnie, jak pracuję, budzi się co jakiś czas, siada, przeciąga się i miauczy. Wtedy należy przerwać pisanie, pogadać chwilę z kotem, najlepiej pogłaskać. Kot w ten sposób uspokojony, że się przy nim jest i dalej się go kocha, kładzie się z powrotem. Otóż to, o wilku mowa. Kończę zatem pisać, żeby kota ukochać :)
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Problem z kotem

czwartek, 10 września 2009 10:31
Problem zaczął się od wizyt Sąsiada, a także kilku znajomych (oczywiście, facetów), którzy uznali, że kot próbujący gryźć to świetna zabawa. Od tej pory Ildefons zaczął niestety atakować wszystkich moich gości, również płci pięknej. Kiedy jestem z nim sama, jest grzeczny, ale kiedy widzi jedną ze swoich Cioć, zaczyna się popisywać - atakuje ręce, nadgarstki, jedną z moich koleżanek próbował nawet ugryźć w, pardon moi, pupę.
Wzięty na ręce i ugłaskany uspokaja się tylko na chwilę. Skarcony nie uspokaja się w ogóle. Zamknięty w kuchni zmienia się w grzecznego koteczka - do momentu wypuszczenia z rzeczonej.
Nie mam pojęcia, co zrobić - kiedy gryzione ręce nie reagują na kota, atakuje jeszcze mocniej.

Dodatkowym kłopotem jest to, że Ildefons nauczył się wskakiwać na parapet, w związku z czym jutro zabawię się w Boba Budowniczego i kupię siatkę ogrodzeniową do przymocowania do kraty w oknie - boję się, że może spróbować wyskoczyć - jeszcze zrobi sobie krzywdę (albo ktoś mu zrobi, albo, nie daj Boże, porwie mi kota, zanim zdążę wylecieć po niego do ogródka). Na razie w rubryce "straty" można zanotować 3/4 pot-pourri, które stało na parapecie w charakterze dekoracji, na wpół uschłego hiacynta, który zleciał na dywan razem z doniczką oraz 1 szklankę, niestety egzemplarz kolekcjonerski. Kot został zamknięty w łazience, a ja na kolanach zbierałam szkło, a potem odkurzałam - jednak ani huk, ani moja za kotem pogoń w celu sprawdzenia, czy się nie pokaleczył, ani łazienkowe wygnanie nie pomogły, dalej włazi na parapet.
Drogę ma opracowaną - z podłogi na fotel, z fotela na parapet pod oknem zamkniętym na stałe, z niego na telewizor, a z telewizora na parapet okna otwartego. Okno to jest na razie prowizorycznie utrzymane w pozycji "półotwarte" za pomocą kawałka sznurka tak, żeby się koci łeb w szparę nie mieścił, ale żeby trochę powietrza wpadało. No i, cholera, trzeba będzie w końcu sprzątnąć biurko, bo z parapetu to już do zbioru różnych papierków, kabli, kolczyków itp niedaleko...
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Kot stęskniony

środa, 02 września 2009 23:28
Ildefons przeżył pierwszą samotną noc od momentu, kiedy przyjechał do Warszawy. Wyjechałam wczoraj o 15, wróciłam dziś o 20. Kot został nakarmiony i wybawiony przez Sąsiada, co nie zmienia faktu, że jak weszłam do domu, umierał z głodu. Kiedy dostał ciut żarcia, mógł rozmawiać.

Najpierw nakrzyczał na mnie strasznie, jak w ogóle śmiałam zniknąć.
Potem wlazł mi na ramię, a z niego na głowę. Lizał mnie po twarzy, rękach i szyi dziko mrucząc.
Gdy zdjęłam go sobie z głowy, lizał mnie po nogach.
Odtańczył dziki taniec radości z ogonem co chwila sprawdzając, czy patrzę.
Siedział na wannie, kiedy się myłam i jojczył.
Teraz nie potrafi się zdecydować, czy chce siedzieć na biurku, na moim ramieniu czy na kolanach - wierci się, mruczy, gada i zaczepia, jeśli zajmę się czymś i przez chwilę do niego nie mówię i na niego nie patrzę.


Sąsiedzi mówią, że płakał dziś cały dzień pod drzwiami - żali mi go, ale taki już mam tryb pracy i kot niestety się musi przyzwyczaić. W każdym razie to niesamowite uczucie, że jest w domu żywa istota, która się tak cieszy, kiedy mnie zobaczy... Nawet mój były narzeczony tak się nie cieszył ;)
A zdjęcia, jak baszybuzuk urósł, zamieszczę niedługo.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Ildefons wielu imion

piątek, 21 sierpnia 2009 16:44
Gałczyński był tylko Konstanty Ildefons.

Mój Ildefons ma wiele imion oprócz tego wpisanego w książeczkę zdrowia:

- Fafkulec
- Toperz (albo Nietoperz)
- Maluszek
- Paskuda vel. Paskudek
- Jęczydusza
- Potwór
- Bzydal
- Ślicznota
- Głupolek
- Misio
- Misieniek
- Bubek paskudny - przy atakowaniu nóg, kapci albo wolno stojących butów
- Paszczak
- Pyszaczek
- Łapiszon
- Pan Kot
- Sierota - jak skądś spadnie
- Śmierdziel - jak mu z pyska jedzie, zwłaszcza przy ziewaniu
- Koteczek kochany
- Słodziak
- Śpioszek
- Pieszczoch
- Chłopek - Jełopek
- Idiota cholerny - a to głównie przy gryzieniu i drapaniu właścicielki albo zżeraniu kabli.
- Mruczysław - kiedy włącza traktorek
- Wyjec pospolity - kiedy wyje
- Kociątko - kiedy wygląda tak słodko, że słodziej już nie można

Reaguje na Ildefonsa najlepiej, choć mam wrażenie, że najwięcej mu mówi ton mojego głosu.
Znakomicie rozumie słowo "No!" wypowiedziane tonem grożącym, "psik!" olewa całkowicie.
"Chodź tu" traktuje różnie - w zależności czy mam w ręku coś smacznego, zabawkę albo ma wyjątkową ochotę na pieszczoty.

Kładzie się mi na ręku jak futrzasta, gorąca klucha i nie życzy sobie być przesuwanym - zwłaszcza wtedy, gdy mam pilną korektę do zrobienia albo coś ważnego do napisania. Ile razy bym go nie zdjęła z kolan albo z biurka, wskoczy z powrotem, drapiąc przy tym obrzydliwie.
Czasem jeszcze w ferworze walki złapie pyskiem za rękę, ale zostaje mu to wyperswadowane przez ogon - i niezależnie od stopnia wściekłości kota może obsyczeć, ale rzadko się zdarza, żeby ugryzł ponownie.
Syczącego Ildefonsa słyszałam dwa razy - za pierwszym razem gdy ugryzł mnie porządnie (raz jedyny) - przy pierwszym zakładaniu szelek, drugi raz kiedy nie pozwoliłam mu wariować w łóżku - został wzięty za kark i w trakcie przenoszenia na podłogę obsyczał mnie od stóp do głów - ale dopóki się nie wyszalał, nie wlazł z powrotem.
Szelki zostały już w pewnym stopniu zaakceptowane - raczej z rezygnacją. Smycz jako nowy element dalej zmusza kota do położenia się płasko na plecach (bo coś go trzyma za kark) i znieruchomienia.

Uwaga - nie skretyniałam w tym stopniu, że chcę z kotem chodzić na spacerki - do weterynarza niosłam go ostatnio na rękach, żeby nie robił cyrku pod tytułem "mordują kota w tej klatce!". Bałam się, że mi się wykręci z rąk i będzie próbował zwiać - dlatego miał szelki i smycz. Może któregoś dnia zabiorę go na trawkę - zobaczymy - bez przesadyzmów. Szelki w każdym razie ma czarne, gustowne, takie dla królika (żeby było śmieszniej - identyczne szelki, ale przeznaczone dla kociąt kosztowały 2 razy drożej, a nie różniły się nawet długością smyczy...).

PS: Ostatnio nawet mój tatuś kupował żarcie dla kotka - szedł do sklepu, więc poprosiłam, żeby nabył "przy okazji" kotu suchą karmę. Kupił saszetkę, ale przynajmniej dobrej firmy ;)
Mama, tak niby nie lubiąca zwierząt, codziennie pyta "jak tam kot?".
Sąsiadka nie znosząca kotów twierdzi, że Ildefons jest jedynym kotem, którego lubi.
Córka sąsiadki o mały włos nie urwała Ildefonsowi ogona z radości.

PS 2: Mały potwór zlazł mi z ręki, teraz oparł łeb na moim brzuchu - jestem więc unieruchomiona, dopóki nie zmieni pozycji.

PS 3: Nie budzi go nic - psy za oknem, samochody, przestał bać się samolotów, nawet strzelaniny i potępieńcze wrzaski w filmach go nie "ruszają". Ale jeśli kotecek śpi gdzieś na łóżku lub na podłodze, a pani tylko wstanie z krzesła - choćby po to, żeby przymknąć okno - kot czujny i gotowy pilnuje, co pani robi.
Jeśli śpi w skrzyni na pościel, najprościej go znaleźć idąc do lodówki ;)
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

zagadki

środa, 19 sierpnia 2009 22:29
Zagadka pierwsza: Co trzeba zrobić, gdy kot śpi nie wiadomo gdzie i chce się go znaleźć?

Odpowiedź: Iść do kuchni.

Zagadka druga: Co to jest milisekunda?

Odpowiedź: Czas, jaki upływa od momentu wejścia do kuchni do momentu znalezienia kota.

Dodatkowo kot posiada system naprowadzania dźwiękowego w postaci błagalnego "miau, miau" pod lodówką - niezależnie od pory dnia i nocy. Znajomy "kociarz", poprzedni właściciel Ildefonsa, powiedział, że daję mu za dużo żarcia - gdyby dostawał mniej, na pewno by mnie zamęczył. Na razie kot żre pół saszetki Kit-Kata rano, pół wieczorem, dostaje do tego kocie mleko (kupiłam mu takie specjalne, witaminizowane itd.), po odrobinie do miseczki, ma stały dostęp do suchej karmy - ale widocznie z głodu nie umiera, skoro podżera ją przy tak zwanej okazji i od niechcenia.
Przepada za kocimi kabanosami sprzedawanymi na sztuki po 1 zł, dostaje po kawałku w ramach nagrody. Czasem coś mu "skapnie", na przykład pudełko po serku albo Pastelli do wylizania.
Widocznie Ildefons ma żebractwo we krwi, dlatego jojczy.

Oprócz tego przychodzi czasem pogadać - namiauczy się, namruczy, coś tam opowie, po czym bierze się za wylizywanie moich włosów. Widocznie uznał, że to jedyny godny uwagi kawałek futra u jego pani - mlaszcze mi zatem przy uchu, przeczesuje włosy łapkami i ogólnie się stara. Mam wrażenie, że to jego odpowiedź na moje pieszczoty - mamy zatem układ partnerski ;)
Zawsze kiedy się budzę, mam kota koło siebie. Kiedy zasypiam - różnie, bardzo często jest tak, że moja pora na sen przypada na jego porę na zabawę. Zdarza mu się nawet przynosić zabawki do łóżka - wskakuje na nie z myszą w zębach, a ja potem śpię jak królewna na ziarnku grochu ;)
Kiedy uczył się wskakiwać na oparcie, traktował moją, za przeproszeniem, pupę jak trampolinę. Teraz daje już sobie radę sam. Na biurko włazi, bo mu na to pozwalam, ale stół w kuchni go nie interesuje (na szczęście). Po fotelu wdrapuje się na złożony stół stojący pod ścianą i na parapet wyższego okna, do niższego nie ma dostępu, na razie nie doskoczy, ale i tak na wszelki wypadek je zamykam, jak wychodzę z domu - zwłaszcza, że ostatnio złapałam kota wiszącego na rurze od kaloryfera, z której miał już bardzo blisko do parapetu. Regał też traktuje obojętnie, korzysta z niego tylko przy włażeniu na wyższe okno. Jednak trzeba będzie niedługo zamontować kratkę na kracie okiennej, żeby nie wyskoczył (lepiej dmuchać na zimne).


Zaraz się kładę, ciekawe, czy zejdzie z oparcia i położy się ze mną, czy zacznie latać jak wariat.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Trzeci tydzień

wtorek, 18 sierpnia 2009 14:41

Zaczał się trzeci tydzień naszego wspólnego życia z kotem.

Mały został zaszczepiony, nawet dzielnie zniósł kłucie. Pchełek nie ma żadnych. Waży już ponad kilogram, dziennie zżera jedną saszetkę (w dwóch porcjach) i zagryza ciągle dostępnym suchym dla kociąt. Oprócz tego jada:
-chińszczyznę na ostro,
-jajka na twardo,
-mięso mielone na surowo,
-mięso mielone w sosie pomidorowym,
-pastellę z mintaja,
-serek naturalny Piątnicy,
-Bake Rollsy czosnkowe,
-makaron.
Nie przepada za warzywami, metką, średnio mu "wchodzi" szyneczka babuni, woli polędwicę łososiową.
Dostał koziego mleka (podobno ma skład prawie "koci" i jest o niebo lepsze od krowiego), a po mleku dostał świra. Ma więc bana na mleko, a ja podrapane nogi. Pazury odrosły mu w zastraszającym tempie, ale nie będę ich obcinać, bo jeszcze wyjdzie na to, że kot ma robione manicure częściej, niż ja.
Co do gryzienia, to już wie, że nie wolno - zostało mu to przetłumaczone przez ogon - i chyba wiedza się utrwaliła. Oduczam też skakania po śpiącym człowieku - fascynuje go bowiem szelest kołdry. Nauczył się, skubany, wskakiwać na krzesło, więc za każdym razem odsuwam je od biurka. Na moje kolana wskakuje najczęściej po stojącym pod biurkiem odkurzaczu. Ostatnia zabawa - odkurzacz, kolana, podłoga, odkurzacz, kolana, podłoga. Sypia w przeróżnych miejscach, za łóżkiem, pod łóżkiem, u mnie na biurku, zwłaszcza kiedy piszę - kurs pisania jedną ręką mam za sobą ;)
Mruczy cichutko, ale za to intensywnie. Przechodzi chyba mutację, bo głos mu się ciut obniżył.
W nocy śpi głównie przy mojej głowie.

Natomiast przestałam wierzyć we wszystkie stwierdzenia, jak to koty są mądrzejsze od psów - Ildefons ciągle poluje na własny ogon. Wyczynia przeróżne akrobacje, głównie kończące się fikołkiem w przód albo w tył przez głowę, ewentualnie dezorientacją po dziesięciu piruetach. Do zabawy, oprócz ogona, wystarczają mu: chusteczka, kulka papieru, mój kapeć, piłeczka i myszka. Jest zafascynowany papierem toaletowym, więc papier stoi na półce, żeby kot nie dosięgnął, a ja pilnuję, żeby nie wskoczył do sedesu ;)


Cieszy się, kiedy wracam do domu, przychodzi się przytulić, łazi za mną wszędzie - chyba mnie lubi :)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

środa, 22 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  26 868  

A kto to, a co to?

Urodził się na początku czerwca - na początku sierpnia trafił do mnie.
Kot Ildefons.
"(..) zwany w Hiszpanii mistrzem Ildefonsem (...)"

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 26868
Wpisy
  • liczba: 48
  • komentarze: 436
Galerie
  • komentarze: 0
Bloog istnieje od: 3046 dni

Lubię to